Kornelu! ... Całuję - W.

"Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest zawsze przy Tobie."



"Byłoby lepiej, jakbyś mnie lubiła jeszcze I rok, bo mielibyśmy przed sobą wiosnę i lato."

Takie rzeczy należy bezsprzecznie wydawać po śmierci. Przed śmiercią jest niezręcznie, ktoś mógłby zadawać pytania, a nikt nie powinien czuć się w obowiązku opowiadać o swoim życiu prywatnym. Nikt, kto ma klasę nie sprzedaje swojego prywatnego życia. A po śmierci ciekawość staje się rozgrzeszona. Wisława Szymborska była związana z Kornelem Filipowiczem przez 23 lata. Znali się wcześniej, obracali się przecież w tych samych kręgach. Poetka, Ewa Lipska, powiedziała, że "oni się już wcześniej znali i widywali z Kornelem przy różnych okazjach w Związku Literatów, a potem nagle błysnęło i przeleciała między nimi iskra".

Szymborska wyjechała do sanatorium w Zakopanem, więc zaczęli do siebie pisać na samym początku związku, są zabawni, zakochani, tęsknią za sobą. On donosi jej, że zgolił wąsy, a ona na to, że jak to: "chciałam przecież wypchać nimi poduszkę na szpilki". 



Wymyślili sobie taką zabawę, z angielska role-play, on jest Tulczyńskim, ona hrabiną Lutostańską. Tworzą historię wewnątrz własnej historii. W posłowiu napisano żarliwość łączono tu z niezrównany sposób z dyskrecją, humorem, autoironią. To prawda. Warto przeczytać. 


P.S. Dobrym uzupełnieniem książki jest artykuł z WO o Kornelu Filipowiczu, tutaj

Komentarze