Warto.

Blogerzy czytają blogi, blogi przypominają mi trochę kolorowe magazyny skupiające się na jednym problemie, magazyny, które nie miałyby żadnych szans pojawienia się na rynku, blogi poszerzają horyzonty i inspirują. Na blogach pojawiają się co jakiś czas zestawienia. Zawsze lubiłam listy, najlepszych książek, filmów stulecia, a także rzeczy, które należy zjeść przed śmiercią. Na blogu  http://strawberriesfrompoland.blogspot.com/ co miesiąc znajdziecie bardzo fajne (nie tylko kulinarne) zestawienia zatytułowane "A we ... lubię...", a na http://whiteplate.blogspot.com/ Liska co miesiąc zamieszcza zdjęcia ze swojego telefonu. 

Zainspirowana zaczynam Moje Zestawianie.

WARTO

1. przeczytać "Wielkiego Gatsby'ego" Francisa Scotta Fitzgeralda

Okładka pierwszego wydania powieści z 1925 roku. 

Naprawdę, warto. Powieść wydana w 1925 roku nie straciła nic ze swojej aktualności. Moda się zmienia, hołubiony typ urody kobiecej się zmienia, ale ludzkie charaktery pozostają niezmienne. Warto przeczytać tę niezwykłą opowieść o ludziach chciwych, samolubnych, zakochanych, prostolinijnych i szlachetnych. Blogi inspirują nie tylko do robienia list, ale także do czytania polecanych przez nich książek. Dlatego nie pokuszę się o recenzję "Wielkiego Gatsby;ego", polecę wam recenzję, która zawiera w sobie wszystko, co chciałam o tej powieści powiedzieć, tutaj

2. mieć kota. 



Może to dla wielu oczywistość. Ja aż do tych wakacji nie byłam kociarą. Nie rozumiałam kotów, nie darzyłam ich zbyt wielkim szacunkiem. Aż spotkałam Zbigniewa, miłość od pierwszego wejrzenia. Cudowny, mięciutki i najważniejsze, ma charakter, inaczej nie miałabym do niego szacunku. P.S. Imię dla kota wymyśliła moja siostra zainspirowana piosenką Domowych Melodii pt. "Zbyszek", do obejrzenia tutaj

3. czytać książki z biblioteki.

"Rewolucja Francuska - dowiedzieć się czegoś na jej temat"

Kolejny banał? Może. Nie zrozumcie mnie źle, są takie książki, które muszę mieć na własność.Sama nie wiem, czy bardziej lubię zapach starych książek, czy zapach nowych prosto z drukarni. Wiem jedno, uwielbiam pożółkłe strony i dopiski, którymi ludzie okraszają czytane przez siebie książki. Przedstawiam dwa, które znalazłam w bibliotecznym wydaniu "Nędzników", którymi się teraz zaczytuję. I jeszcze jedno biblioteki są jak świątynie, z których wynosimy książki, czyli wiedzę, przygodę, marzenia, a bibliotekarki/rze to kapłani, którzy pilnują świętości tego miejsca i są przewodnikami po krainie książek. Taka refleksja na marginesie...


Pod pieczątką zwiastującą koniec pierwszego tomu "Nędzników" rozbrajający podpis: "nie cała".

4. przeczytać artykuł Billa Clintona w nowym numerze TIME Magazine


Lubię Billa Clintona, nie obchodzi mnie jego życie seksualne, nie wydaje mi się, żeby specjalnie przeszkadzało mu w wypełnianiu prezydenckich obowiązków, dlatego mogę się skupić na rzeczach, które ma do powiedzenia. Były amerykański prezydent od kilku lat zajmuje się swoją Fundacją i komentuje otaczający go świat. Słusznie zwraca uwagę na wady i zalety świata, w którym granice straciły na znaczeniu. Clinton przedstawia 5 pomysłów, które jego zdaniem zmieniają świat (na lepsze): technologia, zdrowie (zdrowe społeczności prosperują lepiej), ekonomia (zielona energia), równość (kobiety rządzą) i w końcu sprawiedliwość. Inspirujący artykuł o zmianach, które już zachodzą w otaczającym nas świecie i o tych, które powinny zajść jak najszybciej.

5. zjeść murzynek z malinami i czekoladą



To moje odkrycie, które rozpływa się w ustach. Przepis znalazłam na blogu Kwestia Smaku tutaj, w oryginale wiśnie, u mnie maliny. Słodki czekoladowy smak skontrastowany kwaśnymi malinami, pychota.

• 200 g masła
• 1 szklanka cukru 
• 1 opakowanie cukru wanilinowego
• 3 płaskie łyżki kawy zbożowej (opcjonalnie)
• 100 g ciemnej gorzkiej czekolady
• 3 jajka, oddzielnie żółtka od białek
• 1 i 1/2 szklanki (200 g) mąki pszennej
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 250 g malin (świeżych lub mrożonych, z kompotu lub syropu) + 7 łyżek soku z malin 
• 2 łyżki mąki ziemniaczanej lub pszennej do obtoczenia wiśni

Tortownicę o średnicy 26 cm posmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Do garnka włożyć masło, roztopić na małym ogniu mieszając. Dodać cukier, cukier wanilinowy oraz kawę zbożową i wymieszać. Odstawić z ognia, dodać czekoladę i mieszając roztopić. Dodać sok z malin i wymieszać. Masę ostudzić (może być lekko ciepła). Odłożyć pół szklanki masy na polewę. Do reszty dodać żółtka i wymieszać, odstawić. Mąkę przesiać do czystej miski razem z proszkiem do pieczenia. Dodać ją do masy czekoladowej w 3 partiach, za każdym razem dokładnie mieszając łyżką. Białka ubić na sztywną pianę i dodać do masy, delikatnie wymieszać łyżką. Masę wyłożyć do tortownicy. Osuszone maliny obtoczyć w mące ziemniaczanej i wyłożyć na powierzchni ciasta. Część malin powciskać do środka ciasta. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez 45 minut. Wyjąć z piekarnika. Odłożoną masę rozprowadzić po cieście.

Czy warto, żebym za jakiś czas napisała kolejny wpis pod tytułem Warto? 

Komentarze

  1. mieć kota to dla mnie najważniejsze, dobrze, że spotkałaś Zbigniewa :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz